Od lat przyglądam się wnikliwie rynkowi patelni granitowych, temu, co się nimi nazywa i temu, co chce za nie uchodzić. Okazuje się, że w Internecie, czy hipermarketach można kupić tzw. patelnię granitową, czy marmurkową za ułamek ceny tego, co dobra patelnia kosztować powinna. Zdumiewa wręcz, ile potrafi taka nędzna patelnia. A jeszcze bardziej szokuje, że jest tylu naiwnych, którzy dają się takiej patelni wodzić za nos.

By wyjaśnić potężną różnicę między patelniami granitowymi, np., marki Ballarini, a tymi produkowanymi w Chinach, Indiach, czy na Tajwanie - napisałem nieco o prawdziwych i mniej prawdziwych patelniach granitowych. Skupiam się tyko na testowanej przeze mnie marce Ballarini, jako punkcie wyjścia do rozważań o doskonałych technologiach. Na pewno znajdą się też warte uwagi patelnie granitowe innych, znanych producentów, ale nie o nich tu będzie mowa.

 

Patent włoskiej marki Ballarini

Istnieją patenty, które są częściowo otwarte. Znaczy to tyle, że producent nie zastrzegł sobie w świecie kompletnego rozwiązania, a opatentował tylko jego część lub element. I tak, włoska marka Ballarini, twórca idei patelni granitowych, pionier w dziedzinie łączenia mikroelementów cząstek granitowych z zabezpieczającymi je powłokami nieprzywierającymi, doczekała się setek naśladowców.

Potęga marki Ballarini jest tak duża, że producent nie musi obawiać się mniej, czy bardziej pomysłowych podróbek. Granitowe powłoki Ballarini, zwłaszcza w przypadku kolekcji naczyń Portofino, czy Torino, mają skomplikowaną, wielowarstwową powłokę antyadhezyjną Granitium i Granitim Extreme. Te powłoki nie schodzą z patelni (pod warunkiem, że jej nie przegrzejesz), nie emitują żadnych szkodliwych substancji, nie mają w sobie niklu ani metali ciężkich, co potwierdzają odpowiednie certyfikaty. Mają też certyfikat PFOA-Free, który świadczy o tym, że nie zawierają pochodnych teflonu, a w szczególności rakotwórczego kwasu perfluorooktanowego.

 

Masowa produkcja nie musi być zła

Fakt, trzeba przyznać, że Ballarini produkuje swoje patenie masowo. Znane są na całym świecie, a w Europie są kultowe. Sprzedały się w ponad 30 milionach sztuk. Ale to, że produkowane są w ogromnych ilościach nie przeczy, że są świetnie wykonane, bezpieczne dla zdrowia i mogą być zaliczane do grupy sprzętów klasy Premium.

Patelnie Ballarini mają certyfikaty, patenty i tworzone są w bardzo restrykcyjnym procesie produkcji we Włoszech i nigdzie indziej.

Z drugiej strony masowa produkcja może być bardzo zła. Jeśli patelnie powstają gdzieś w świecie, w niewiadomo jak wyposażonej fabryce, tworzone są z tanich materiałów niewiadomego pochodzenia, sytuacja zaczyna być poważna. Takie patelnie kosztują wręcz grosze, więc budzą entuzjazm tych, którzy za nic mają sobie własne zdrowie, czy wręcz życie. I oszczędzają na tym, co ważne.

 

Patelnia-zagadka

Do Polaków nie dotarło jeszcze, że mogą sprawdzać certyfikaty sprzętów kuchennych, rzetelność i wiarygodność producenta, czy technologie, które określane są jako bezpieczne. Kupując tanie, niesprawdzone produkty, narażasz siebie i bliskich na kontakt z… nie wiadomo czym. Trzeba by przebadać wnikliwie skład chemiczny powłoki, szkieletu patelni i jej uchwytu, by jednoznacznie stwierdzić, czy może w ogóle być nazwana patelnią. I czy może mieć kontakt z żywnością! By zyskać potwierdzające to certyfikaty, trzeba być doskonałym producentem i zostać nieźle „przetrzepanym” przez akredytujących taki sprzęt. To naprawdę potężna i bardzo poważna, plus kosztowna procedura, która, bywa, trwa i kilka lat.

Stąd - nie ma takiej szansy, by tzw. patelnia graniowa, kosztująca u sprzedawcy w Polsce 30-60 zł, nie była tworem najgorszego sortu. „Producent” musiałby działać charytatywnie i do każdej patelni dopłacać, byś mógł spokojnie z niej korzystać. Oczywiście, są tacy, którzy swoje wiedzą i będą kupować byle co. Trudno. Ich zdrowie, ich życie, ich pieniądze. Nie zamierzam nikogo nawracać. Piszę o różnicach, bo pytają o nie ciekawi tego zjawiska Klienci.

 

Mój własny certyfikat

Sprawdziłem. Mogę wydrukować sobie w sporej ilości drukarni w Polsce (poza Europą, zwłaszcza w Azji, biorą takie zlecenie od ręki) dowolny certyfikat, naklejkę świadczącą o tym, że moja patelnia jest doskonała. Mogę też wydrukować jakiś wyrafinowany hologram, który poświadczy jej jakość. Nikt nie pyta, czy mam do tego prawo! Zgroza! Pewnie i z certyfikatem WHO, czy Instytutu Matki i Dziecka przeze mnie przedłożonym/ spreparowanym nikt by nie dyskutował.

I ciąg dalszy. Mogę sprowadzić sobie z Chin 20 000 patelni no name, które kupię za całe 2,50 zł za sztukę. Da się, sprawdziłem. Oclę je i zanim puszczę w Internet, czy na półki hipermarketów, wyprodukuję eleganckie certyfikaty, zezwolenia i badania. W gruncie rzeczy, szkoda energii, kasy i papieru, bo i tak nikt nie będzie pytał, w przypadku patelni za 30 zł, czy są zdrowe, czy nie są rakotwórcze, czy nie zostały wyprodukowane z kawałków starej łodzi podwodnej. Grunt, że tanie (i każdy po drodze zarobi).

Pół i biedy, jeśli pseudo-patelnia granitowa nie ma na sobie żadnych szczególnych logotypów, czy certyfikatów. Szacun dla takiego „producenta”. Nikogo nie oszukuje, że jego nic niewarta patelnia za 24,99 jest bezpieczna dla zdrowia. I nikogo nie próbuje na siłę przekonać, że go tzw. granitowa patelnia nie zabije. Nie mówi nic, licząc, że ktoś ją kupi. I ma rację, bo kupują, jak szaleni.

 

Czy istnieją podobieństwa między granitowymi patelniami Ballarini, a innymi tego typu produktami z podejrzanych fabryk

Tak. W dwóch przypadkach. I to i to nazywane jest patelnią. Po drugie - i to i to ma na sobie „granitowy wzór”. Podobne jest, w niektórych przypadkach, specyficzne nakrapianie zewnętrznych i wewnętrznych powłok patelni, które przypomina granit. I na tym koniec podobieństw, bo trudno mówić o POWŁOCE w przypadku czegoś, co wygląda, jak łapką malowane. Budzi się wątpliwość – czy aby ten „marmurek” to na pewno powłoka? Bezpieczniej nie zgłębiać tematu!

 

 

Podstawowe, a rzucające się w oczy różnice między patelniami granitowymi i ich naśladowcami

Różnicę między włoskimi patelniami granitowymi Ballarini, a masowo „trzaskanymi” tzw. patelniami granitowymi zobaczysz, stawiając je obok siebie. Dopiero, gdy przeanalizujesz dokładnie to, co potrafi włoski producent (zajrzyj TUTAJ), okaże się, jak ogromna przepaść dzieli go od tworzących tzw. powłoki granitowe, które powstają nie wiedzieć z czego. I nie wiedzieć gdzie, w jakich warunkach.

Takie pseudo patelnie w bardzo dużej mierze nie mają żadnych certyfikatów bezpieczeństwa, stąd trudno mieć pewność, co emitują w głąb smażonych potraw, gdy się nagrzeją.

Kolejna, potężna różnica. To, co ujmuje w przypadku włoskich, granitowych patelni Ballarini z kolekcji Torino i Portofino, to ich waga. Niewielka, bo zaledwie 24 cm patelnia, waży grubo ponad 1 kg, a to za sprawą szkieletu z kutego aluminium i stalowej stopy, która pozwala patelni działać na indukcji. Oczywiście, jest to aluminium bezpieczne dla zdrowia i żywności. Współczesne, zaawansowane technologie pozwalają korzystać z dobrodziejstw albo eko-aluminium, albo aluminium pozbawionego szkodliwych substancji.

I zestaw teraz z linią Torino, czy Portofino tzw. patelnię granitową za kilkadziesiąt złotych, która waży jakieś 20-30 dkg - tam znajdziesz albo chudziutkie aluminium najgorszej jakości, albo niewiadomego pochodzenia stop. Bardzo być może, że nie uda się go wcale nagrzać. Albo osiągnie takie temperatury, że patelnia stanie w ogniu i dostanie samoczynnego zapłonu. Bywają i takie pseudo-patelnie granitowe, które nijak, mimo zapewnień producenta, nie współdziałają z indukcją. Na gazie nagrzeją się po jakiś 7-10 minutach.

 

Cena mówi swoje

Wrócę jeszcze do kwestii wagi i cen patelni. Pseudo-granitowe patelnie muszą być lekkie, choćby z tego względu, że kosztują od 25 zł dla Klienta. Zgroza pomyśleć, ile kosztują w produkcji, skoro przeszły przez ręce kilku dystrybutorów i przejechały pół świata. Dlatego tworzone są z najgorszych, najtańszych i nie mających atestów oraz certyfikatów materiałów.

Jak je zestawić z patelniami Ballarini, które kosztują od około 300 zł w górę? Choć cena patelni Ballarini jest niewysoka, jak na patelnie klasy Premium (bo z pełną odpowiedzialnością mogę je tak nazwać), to i tak są 5-6 (czy nawet i 15) razy droższe, niż tzw. patelnie granitowe. To wyraźnie o czymś świadczy. Dodaj do tego fakt, że na polski rynek patelnie Ballarini trafiają wprost od producenta, bez kilkunastu czasem pośredników.

Cena tworzonych w Europie, posiadających certyfikaty i patenty, świetnie wykonanych patelni granitowych nie jest nijak zawyżona w stosunku do tzw. patelni granitowych. Trudno je ze sobą w ogóle zestawiać. Boję się wręcz myśleć, jakie spustoszenie potrafią zasiać w organizmie i jak potrafią zatruć obiad już na samym wstępie.

 

Krystian Wawrzyczek, specjalista z zakresu żywienia, technik i technologii kulinarnych

Zdjęcia: Zwilling (koncern, do którego grupy należy marka Ballarini)