Bardzo lubię obserwować rozwój kulinarnych technologii. To, co 10-15 lat temu było uznawane za szczyt możliwości danego producenta, teraz okazuje się być jednym z etapów, który przeszedł na drodze ewolucji. Co cieszy, kuchnia cały czas się rozwija. Przynajmniej ta w wykonaniu światowych liderów, marek, które mają dużo do powiedzenia w kwestii tworzenia luksusowych naczyń.

 

Demeyere nie boi się zmian

Jednym z producentów, który rozumie potrzebę ewolucji i rewolucji, jest belgijska marka Demeyere. W jej przypadku zdumiewa otwartość na nowe technologie. Niejeden wielki producent trzymałby się kurczowo swoich znanych wynalazków i patentów, których u Demeyere jest multum. A oni przekroczyli strefę komfortu i raz po raz próbują czegoś nowego. Pierwszym odstępstwem od reguły, czyli produkcji niezastąpionych, luksusowych stalowych naczyń z wielowarstwowymi dnami, była seria Industry. Demeyere zmieniło koncepcję konstrukcji garnków i patelni. Odeszli od 7-warstwowych den, które sprawdzały się perfekcyjnie przez całe dekady, a doszli do 5-warstwowego stopu 5-Ply Material. I nim zaskoczyli świat kulinariów, tworząc kolekcję naczyń Industry.

Później poszli w kierunku powłok nieprzywierających na swoich stalowych patelniach. To też był niezwykły krok – Demeyere złamało tradycję, odeszło do tworzenia li tylko stalowych naczyń.

A w 2018 roku belgijski producent zrewolucjonizował samego siebie. Demeyere po raz pierwszy w swojej historii wyprodukowało serię Alu Pro. Tu aluminiowe szkielety naczyń pokryte są ultra twardą, 5-warstwową powłoką tytanową. Jako wielcy miłośnicy Demeyere otwarliśmy oczy ze zdumienia. Taka transformacja szokuje!

 

O dwóch takich, co mieli wizję

Demeyere, od lat należąca do grupy kapitałowej olbrzymiego koncernu Zwilling, do dziś jest firmą rodzinną. I to firmą o dość konserwatywnych poglądach. Wystarczy wspomnieć, że ta marka jest szanowana przez belgijski królewski dwór, z którego nakazu tworzy swoje naczynia wyłącznie w Belgii. I taka dość hermetyczna firma nagle decyduje się na krok, o którym pewnie jeszcze niedawno nawet nie śniła. Zabiera się za kooperację z włoskim koncernem Ballarini, który też należy do Grupy Zwilling.

Ballarini - to informacja dla nieświadomych – jest mistrzem patelni granitowych i tytanowych. Ma na koncie mnóstwo patentów i jest ceniony na całym świecie.

I dwóch takich, którzy skradli serca miłośników gotowania (Demeyere podkrada serca profesjonalistów i zawodowych kucharzy, Ballarini rządzi w domowych kuchniach), postanowiło zrobić burzę mózgów i wykorzystać to, co stare, do stworzenia tego, co nowe. I fajne jest to, że obie marki idą ramię w ramię. Nie ma tu mowy o szpiegostwie przemysłowym, nikt nikomu niczego nie podkradł. Dwaj spece z różnych dziedzin siedli przy jednym stole i pewnie dobrym winie i wymyślili coś naprawdę przełomowego.

O tym, że nie ma w tym słowa przesady, niech świadczy prosty pokaz, jak super smaży się na patelni Alu Pro. Nim zaczniesz czytać dalej, zrób sobie przerwę na małe jajecznicowe co nieco.

 

 

Patent goni patent

W kolekcji naczyń Alu Pro siły rozłożyły się proporcjonalnie. Belgowie dali swój patent TripleInduc®, czyli specyficzny stop, który implementują w dna patelni lub naczyń, a który pozwala zmniejszyć zapotrzebowanie na energię o, aż, 30%. Dodatkowo - seria Alu Pro powstaje w Belgii, w fabryce Demeyere.

Z kolei Włosi podrzucili do udoskonalenia swój od lat sprawdzający się świetnie patent na ultra twarde, plazmowo nakładane powłoki tytanowe. Ich zaletą jest to, że nie obłażą po niedługim używaniu, jak mają to w zwyczaju powłoki patelni pokrytych niezabezpieczoną warstwą tytanu.

Ballarini przekazał też Demeyere swoją sprawdzoną technologię kucia na zimno bezpiecznego dla zdrowia aluminium, które tworzy niezwykle trwałe szkielety naczyń i patelni. I jeszcze jeden prezent Ballarini – dno Radiant, które przypomina promieniście skonstruowaną felgę samochodu. To dno pozwala aluminium działać na indukcji. I, rzecz jasna, na każdej kuchni innego typu.

 

Chylę czoła przed serią Alu Pro

Znam się na technologiach kulinarnych nie od dziś. Ponad 25 lat zgłębiam wiedzę na ich temat. I ciągle coś mnie zdumiewa. Patrząc na linię Alu Pro, nadal nie wiem, jak dwie niepowiązane ze sobą technologie dało się scalić w coś, co działa. I to działa wyśmienicie. Jak w kute na zimno aluminium zaimplementowano (mówiąc po prostu - wstawiono) - stop TripleInduc® i czym je nakłonili, by współdziałały z płytą-stopą naczyń, Radiant?

 

Kilka słów na temat używania patelni Alu Pro

Jak smaży się na tytanowych patelniach z serii Alu Pro? Fenomenalnie. Efekt jest taki, że nie wychodziłem z kuchni przez ładne parę godzin, smażąc, co popadło i co było w zasięgu ręki. Rodzina i znajomi puchli w oczach z przejedzenia.

Połączone technologie pozwalają rozgrzewać patelnię, czy woka Alu Pro do 260 stopni Celsjusza. I nie muszę się obawiać, że na którymś etapie stracę nieprzywieralność. To, niestety, cecha wielu klasycznych powłok tytanowych – przy, np., 200 stopniach przestają być nieprzywierające.

W piekarniku patelnia Alu Pro wytrwa bez stresu do 260 stopni. Czyli - jest zjawiskowo funkcjonalna. Inne patelnie z powłoką tytanową, dla przykładu, mogą być używane w piekarniku do 160-180 stopni. Sporadycznie do 200. Ale nigdy więcej, bo powłoka padnie. A Demeyere mówi – „Chcecie? Macie!”

Tu kłania się gigantyczne doświadczenie Demeyere, które na pierwszym miejscu stawiało zawsze sprostanie wymaganiom zawodowych kucharzy, wiele później gotujących w domu.

 

Demeyere było dotychczas bardzo drogą marką. A tu szok - ceny kolekcji Alu Pro oscylują w prawie budżetowym przedziale. To, rzecz jasna, zasługa współpracy z wielkim koncernem, marką Zwilling, która pomaga finansowo swoim mniejszym partnerom. Nic, tylko kupować, smażyć zdrowo i z minimalną ilością tłuszczu. Trzeba tylko uważać, by się nie zapędzić i nie przygotować od razu obiadu dla 20 osób, bo patelnie Alu Pro Demeyere pozwalają się zapomnieć.

 

Krystian Wawrzyczek, specjalista z zakresu technik, technologii kulinarnych,
na nowo poznający odkrycia marki Demeyere

Zdjęcia: Demeyere/ Zwilling